2011-12-13 11:37:00
Istnieje kilka modeli zarządzania klubem żużlowym. Pierwszym z dwóch głównych sposobów jest sprowadzanie do zespołu zawodników wyłącznie znanych, utytułowanych, od których od razu oczekuje się wielkich wyników. Istnieje też druga opcja, która zakłada większy trud w doborze żużlowców. Polega na wyszukiwaniu nazwisk, które jeszcze nie zagościły na pierwszych stronach gazet, mają jednak predyspozycje by w dalszym bądź bliższym czasie właśnie tam się znaleźć.
Kiedy analizujemy postawę Polonii Bydgoszcz na wyżej wymienionym polu gołym okiem widać, iż nie jest to organizacja, która wybiera prostą drogę. Po części jest to spowodowane długofalową wizją rozwoju klubu, ale także chęcią zachowania zdrowego finansowego balansu. Strategia ta wielokrotnie się opłaciła, bowiem zawodnicy później okazywali się prawdziwymi gwiazdami. Nie zawsze ich talent rozwijał się jednak jeszcze w naszym klubie. Wielu kibiców słysząc nazwisko Tony'ego Rickardssona, legendy światowego speedway’a, automatycznie przywołuje zespoły z Torunia czy Tarnowa. Trudno odmówić takiemu działaniu słuszności, bowiem to właśnie tam wielki Szwed odnosił największe sukcesy w polskiej lidze. Tymczasem wiele osób zapomina, w jakim klubie Rickardsson zaczynał swoją karierę na naszych torach. W 1991 roku wystąpił w zaledwie kilku spotkaniach bydgoskiego teamu. Zazwyczaj nie zawodził, jednak niestety drogi późniejszego mistrza świata i stolicy naszego regionu bezpowrotnie się rozeszły. Należy jednak pamiętać, gdzie po raz pierwszy można było oglądać jego akcje w kraju nad Wisłą.
W tamtym okresie nie przejmowano się mocno kwestią Rickardssona, bowiem na naszym podwórku rosła gwiazda, jakiej czarny sport miał nie widzieć od lat. Tomasz Gollob od początku obwołany został największym talentem polskiego speedway’a. Młody zawodnik, wraz ze swoim bratem Jackiem niemal od razu stali się ważnymi ogniwami bydgoskiej Polonii. Kibicom, zarówno młodszym jak i starszym, nazwisko Gollob jednoznacznie kojarzy się z tym, co w ostatnich latach w naszym żużlu najlepsze. Ilość trofeów wywalczonych przez tego zawodnika jest tak duża, że ich omawianie stanowi materiał na osobny artykuł. Stawiając na utalentowanego wówczas młokosa działacze podejmowali niemalże zerowe ryzyko. Korzyści płynęły także dla samego zawodnika. Polonia stworzyła temu rodowitemu bydgoszczaninowi świetne warunki do rozwoju, team Gollobów miał doskonałe możliwości pracy i gwiazdorski status. Małżeństwo Polonii i Tomasza często określano jako trudne, choć tak naprawdę należy spojrzeć ile obie strony zrobiły dla siebie nawzajem.
Inną gwiazdą początku lat 90-tych przy Sportowej był przybysz zza wielkiej wody, Sam Ermolenko. Amerykanin pojawił się w klubie jako zawodnik już znany, choć nie był wymieniany jako absolutnie topowy. W bydgoskim środowisku udało mu się jednak tak dobrze odnaleźć, iż właśnie na okres startów w Polonii przypadł najlepszy okres jego kariery. Lata 1992-1994 to Indywidualne Mistrzostwo Świata, dwukrotne Drużynowe Mistrzostwo Świata oraz mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski w drużynie. To pokazuje, że zawodnik już doświadczony, natrafiając na dobry grunt potrafi wykrzesać z siebie maksimum swoich możliwości. W tym wypadku takim gruntem była właśnie Polonia. Podobno sytuację obserwowaliśmy w wypadku Andreasa Jonssona. Świeżo upieczony mistrz Polski 2003 z Włókniarzem Częstochowa nie znalazł się w koncepcji składu Lwów na kolejny rok. Wówczas zawitał do Bydgoszczy, która znajdowała się w czasie największej kadrowej burzy od kilku lat. W jego wartość nikt wcześniej nie wątpił, jednak średnia biegowa powyżej 2,7 wywindowała go na szczyt hierarchii tego sportu w Polsce. Ilość ofert dla Szweda oraz jego wartość rynkowa osiągnęły nieznany wcześniej pułap.
Sportowe wyniki to nie jedyna zasługa, jaką popisał się popularny AJ. To on miał polecić działaczom młody, rosyjski talent. Nazwisko Sajfutdinow przewijało się w żużlowym światku, niewiele jednak osób mogło zobaczyć tego niepozornego chłopaka w akcji na torze. Ostatecznie udało się go sprowadzić do Bydgoszczy z zamiarem szlifowania tego cennego podobno diamentu. Niewiele czasu musiało upłynąć, by wszyscy przekonali się o strzale w dziesiątkę. Emil robił błyskawiczne postępy, imponował niesamowitą walecznością i świadomością obranego celu. Szybko wyrobił sobie markę najlepszego juniora jeżdżącego po polskich torach. Zapewniono mu spokój, wystarczająco długo wzbraniano się przed jednoznacznym określaniem go liderem drużyny. To pozwoliło mu skupić się na doskonaleniu umiejętności a także przyzwyczajeniu się do przebywania na froncie żużlowych gwiazd. To ostatnie przydało mu się szczególnie, wkrótce mówiono o nim niemalże bez przerwy. Kwestią czasu okazał się awans do Grand Prix. Tam z miejsca stał się rewelacją sezonu i okrzyknięty został przyszłością sportu żużlowego. Za wizytówkę niech wystarczy wygrana w pierwszym turnieju oraz brązowy medal na zakończenie debiutanckiego cyklu. Nie ma wątpliwości, że Emil to kolejna gwiazda, która swoją bazę i siłę czerpie z grodu nad Brdą. Miejmy nadzieję, że ta symbioza potrwa naprawdę długo i będzie pełna sukcesów.
Autor: Filip Jurkiewicz
Kiedy analizujemy postawę Polonii Bydgoszcz na wyżej wymienionym polu gołym okiem widać, iż nie jest to organizacja, która wybiera prostą drogę. Po części jest to spowodowane długofalową wizją rozwoju klubu, ale także chęcią zachowania zdrowego finansowego balansu. Strategia ta wielokrotnie się opłaciła, bowiem zawodnicy później okazywali się prawdziwymi gwiazdami. Nie zawsze ich talent rozwijał się jednak jeszcze w naszym klubie. Wielu kibiców słysząc nazwisko Tony'ego Rickardssona, legendy światowego speedway’a, automatycznie przywołuje zespoły z Torunia czy Tarnowa. Trudno odmówić takiemu działaniu słuszności, bowiem to właśnie tam wielki Szwed odnosił największe sukcesy w polskiej lidze. Tymczasem wiele osób zapomina, w jakim klubie Rickardsson zaczynał swoją karierę na naszych torach. W 1991 roku wystąpił w zaledwie kilku spotkaniach bydgoskiego teamu. Zazwyczaj nie zawodził, jednak niestety drogi późniejszego mistrza świata i stolicy naszego regionu bezpowrotnie się rozeszły. Należy jednak pamiętać, gdzie po raz pierwszy można było oglądać jego akcje w kraju nad Wisłą.
W tamtym okresie nie przejmowano się mocno kwestią Rickardssona, bowiem na naszym podwórku rosła gwiazda, jakiej czarny sport miał nie widzieć od lat. Tomasz Gollob od początku obwołany został największym talentem polskiego speedway’a. Młody zawodnik, wraz ze swoim bratem Jackiem niemal od razu stali się ważnymi ogniwami bydgoskiej Polonii. Kibicom, zarówno młodszym jak i starszym, nazwisko Gollob jednoznacznie kojarzy się z tym, co w ostatnich latach w naszym żużlu najlepsze. Ilość trofeów wywalczonych przez tego zawodnika jest tak duża, że ich omawianie stanowi materiał na osobny artykuł. Stawiając na utalentowanego wówczas młokosa działacze podejmowali niemalże zerowe ryzyko. Korzyści płynęły także dla samego zawodnika. Polonia stworzyła temu rodowitemu bydgoszczaninowi świetne warunki do rozwoju, team Gollobów miał doskonałe możliwości pracy i gwiazdorski status. Małżeństwo Polonii i Tomasza często określano jako trudne, choć tak naprawdę należy spojrzeć ile obie strony zrobiły dla siebie nawzajem.
Inną gwiazdą początku lat 90-tych przy Sportowej był przybysz zza wielkiej wody, Sam Ermolenko. Amerykanin pojawił się w klubie jako zawodnik już znany, choć nie był wymieniany jako absolutnie topowy. W bydgoskim środowisku udało mu się jednak tak dobrze odnaleźć, iż właśnie na okres startów w Polonii przypadł najlepszy okres jego kariery. Lata 1992-1994 to Indywidualne Mistrzostwo Świata, dwukrotne Drużynowe Mistrzostwo Świata oraz mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski w drużynie. To pokazuje, że zawodnik już doświadczony, natrafiając na dobry grunt potrafi wykrzesać z siebie maksimum swoich możliwości. W tym wypadku takim gruntem była właśnie Polonia. Podobno sytuację obserwowaliśmy w wypadku Andreasa Jonssona. Świeżo upieczony mistrz Polski 2003 z Włókniarzem Częstochowa nie znalazł się w koncepcji składu Lwów na kolejny rok. Wówczas zawitał do Bydgoszczy, która znajdowała się w czasie największej kadrowej burzy od kilku lat. W jego wartość nikt wcześniej nie wątpił, jednak średnia biegowa powyżej 2,7 wywindowała go na szczyt hierarchii tego sportu w Polsce. Ilość ofert dla Szweda oraz jego wartość rynkowa osiągnęły nieznany wcześniej pułap.
Sportowe wyniki to nie jedyna zasługa, jaką popisał się popularny AJ. To on miał polecić działaczom młody, rosyjski talent. Nazwisko Sajfutdinow przewijało się w żużlowym światku, niewiele jednak osób mogło zobaczyć tego niepozornego chłopaka w akcji na torze. Ostatecznie udało się go sprowadzić do Bydgoszczy z zamiarem szlifowania tego cennego podobno diamentu. Niewiele czasu musiało upłynąć, by wszyscy przekonali się o strzale w dziesiątkę. Emil robił błyskawiczne postępy, imponował niesamowitą walecznością i świadomością obranego celu. Szybko wyrobił sobie markę najlepszego juniora jeżdżącego po polskich torach. Zapewniono mu spokój, wystarczająco długo wzbraniano się przed jednoznacznym określaniem go liderem drużyny. To pozwoliło mu skupić się na doskonaleniu umiejętności a także przyzwyczajeniu się do przebywania na froncie żużlowych gwiazd. To ostatnie przydało mu się szczególnie, wkrótce mówiono o nim niemalże bez przerwy. Kwestią czasu okazał się awans do Grand Prix. Tam z miejsca stał się rewelacją sezonu i okrzyknięty został przyszłością sportu żużlowego. Za wizytówkę niech wystarczy wygrana w pierwszym turnieju oraz brązowy medal na zakończenie debiutanckiego cyklu. Nie ma wątpliwości, że Emil to kolejna gwiazda, która swoją bazę i siłę czerpie z grodu nad Brdą. Miejmy nadzieję, że ta symbioza potrwa naprawdę długo i będzie pełna sukcesów.
Autor: Filip Jurkiewicz













































































