2011-11-16 08:49:00
Żużel to sport brutalny. W czasie biegu obierzesz złą ścieżkę lub opóźnisz start – często tracisz punkty biegowe, a w konsekwencji czasem i meczowe. Złe przygotowania fizyczne do sezonu często skutkują spadkiem formy pod koniec roku. Pech przy doborze tunera, czy kupno nieodpowiedniego sprzętu, na który przecież zawodnicy wydają większość środków, nieraz decyduje o całej serii niepowodzeń. Droga na szczyt czarnego sportu jest kręta i wyboista, jednak spadek z góry czy zwyczajnie wysokiego szczebla jest bardzo szybki i bolesny. Nie jest to jednak stan nieodwracalny, historia zna wiele opowieści, gdzie wyeliminowanie błędów, a co ważniejsze spokój, pozwoliły wrócić do elity speedway’a.
Prezesi klubów, menadżerowie czy nawet kibice w swoich przedsezonowych życzeniach zazwyczaj interesują się zawodnikami, którzy aktualnie są na topie, mają najwyższe średnie w poszczególnych ligach, znajdują się na ustach większości żużlowego światka. Wiele mówi się także o tych, którzy zawiedli. W każdym roku odnajdziemy sporo zaskoczeń in plus i równie dużo negatywnych niespodzianek. Skreślanie tych drugich często okazuje się dużym błędem. Nie jest to oczywiście regułą, lecz ambicja i chęć udowodnienia swojej wartości dają zawodnikom dodatkowe siły w walce o odrodzenie. Z łatwością znajdziemy historie, kiedy jeden czy dwa mniej udane sezony nie stanowią swoistej równi pochyłej dla danego żużlowca.
Kiedy zastanowić się nad kilkoma przykładami w ostatnich latach, nie musimy szukać daleko. Pierwszym skojarzeniem dla wielu może być osoba Roberta Sawiny. Wychowanek rywala zza między po kilku średnio udanych latach startów zawitał do Bydgoszczy. 2005 rok okazał się udanym okresem dla Polonii. Jednym z głównych autorów dosyć niespodziewanego srebrnego medalu był właśnie Sawina. Ekspertów, którzy przewidzieli, że ten zawodnik będzie jednym z najlepiej punktujących zawodników w Ekstralidze można zapewne policzyć na palcach jednej ręki. To zaskoczenie wynikało właśnie z tego, że po odejściu z Torunia nie potrafił on w pełni pokazać swojego potencjału. W Bydgoszczy podjęto to ryzyko, które spłaciło się z nawiązką. Kolejnym dobrze nam znanym zjawiskiem tego typu jest Krzysztof Buczkowski. Ten sympatyczny żużlowiec z Grudziądza po przyjściu do Polonii szybko stał się jednym z ulubieńców trybun. Sam mając okazję obserwować kiedyś jego zimowe przygotowania mogę śmiało określić go mianem tytana pracy. Wielu kibiców uważa go niemalże za miejscowego chłopaka. Wejście Krzysztofa do zespołu było rewelacyjne. Już jako junior pokazywał, że nie ma dla niego na torze sytuacji przegranych. Po jakimś czasie widać było, że przejście do pozycji seniora było dla niego trudne. Wyniki były chwilami na niezłym poziomie, bardziej martwił brak systematycznego rozwoju, który mogliśmy obserwować wcześniej. Mimo to klub chciał go zatrzymać, sam Buczek zachował się jednak nadzwyczaj dojrzale i postanowił odejść do macierzystego Grudziądza, by tam spokojnie odzyskać zagubioną formę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, GTŻ wiele zyskał na kontraktowaniu swojego wychowanka. Wrócił on do pokaźnych zdobyczy punktowych, stając się łakomym kąskiem dla wielu klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. W czasie opuszczania Sportowej zaznaczył, że chciałby jeszcze tu wrócić. Nie jest tajemnicą, że to właśnie Krzysztof ma dużą szansę być jednym ze wzmocnień naszego klubu. Miejmy nadzieję, że udowodni ostatnim niedowiarkom, iż kryzys już dawno za nim.
Innym gorącym nazwiskiem wymienianym w kontekście transferu do grodu nad Brdą jest Artiom Łaguta. Jeszcze rok temu uznawano go za jednego ze zdolniejszych żużlowców młodego pokolenia, świeżo upieczonego zawodnika Grand Prix. Tak duży przeskok okazał się zabójczy dla Rosjanina. W elitarnym cyklu wyraźnie odstawał od reszty stawki, jego forma w częstochowskim Włókniarzu była bardzo nierówna. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że miejscem, w którym otrzyma kolejną szansę będzie nasze miasto. Może być to pewien rodzaj ryzyka, należy jednak pamiętać, że opinie o talencie Łaguty nie były przesadzone. Czy będzie to kolejne, po Tomaszu Gapińskim odrodzenie na stadionie przy ulicy Sportowej? Zapewne nie mielibyśmy nic przeciwko, aby sytuacja się powtórzyła. Popularny Gapa przychodził do klubu po ciężkiej kontuzji i nieudanym sezonie w Gorzowie. Jego wkład w nasz powrót na żużlowe salony był nie do przecenienia. Dzięki temu będzie miał okazję ponownie ugruntować swoją pozycję w Ekstralidze.
Na poparcie początkowej tezy należy stwierdzić, że nie tylko Bydgoszcz jest miejscem, w którym wiąże się nadzieje z tego typu zawodnikami. Wystarczy spojrzeć chociażby na ekipy z Tarnowa czy Torunia. Unia w tym oknie transferowym świętuje powrót do klubu swojego idola, Janusza Kołodzieja. Wielkie nadzieje w Grand Prix, słowa o medalu nie sprawdziły się w rzeczywistości. Kontuzje i postawa w lidze także nie były tym, czego oczekiwano. Powrót w rodzinne strony ma Januszowi umożliwić ustabilizowanie formy. W grodzie Kopernika z kolei wiele mówi się, że jednym z ogniw zespołu ma być Karol Ząbik. Jeszcze kilka lat temu wielki talent, ostatnie dwa sezony spędził raczej w gabinetach lekarskich niż na torze. Teraz zostanie rzucony od razu na głęboką wodę. Jeżeli eksperyment się sprawdzi, działacze mogą zostać obwołani cudotwórcami.
My na cud liczyć nie musimy, wystarczy mieć nadzieję, że tendencja do tworzenia w Bydgoszczy środowiska sprzyjającego pozytywnym powrotom utrzyma się. Wówczas jest spora szansa, że przy spełnieniu się prognoz co do składu, w przyszłym roku będziemy mogli kibicować drużynie nie tylko utalentowanej, ale przede wszystkim głodnej zwycięstw i chcącej udowodnić, że przedwczesne skreślanie kogokolwiek jest zbyt pochopne.
Autor: Filip Jurkiewicz
Prezesi klubów, menadżerowie czy nawet kibice w swoich przedsezonowych życzeniach zazwyczaj interesują się zawodnikami, którzy aktualnie są na topie, mają najwyższe średnie w poszczególnych ligach, znajdują się na ustach większości żużlowego światka. Wiele mówi się także o tych, którzy zawiedli. W każdym roku odnajdziemy sporo zaskoczeń in plus i równie dużo negatywnych niespodzianek. Skreślanie tych drugich często okazuje się dużym błędem. Nie jest to oczywiście regułą, lecz ambicja i chęć udowodnienia swojej wartości dają zawodnikom dodatkowe siły w walce o odrodzenie. Z łatwością znajdziemy historie, kiedy jeden czy dwa mniej udane sezony nie stanowią swoistej równi pochyłej dla danego żużlowca.
Kiedy zastanowić się nad kilkoma przykładami w ostatnich latach, nie musimy szukać daleko. Pierwszym skojarzeniem dla wielu może być osoba Roberta Sawiny. Wychowanek rywala zza między po kilku średnio udanych latach startów zawitał do Bydgoszczy. 2005 rok okazał się udanym okresem dla Polonii. Jednym z głównych autorów dosyć niespodziewanego srebrnego medalu był właśnie Sawina. Ekspertów, którzy przewidzieli, że ten zawodnik będzie jednym z najlepiej punktujących zawodników w Ekstralidze można zapewne policzyć na palcach jednej ręki. To zaskoczenie wynikało właśnie z tego, że po odejściu z Torunia nie potrafił on w pełni pokazać swojego potencjału. W Bydgoszczy podjęto to ryzyko, które spłaciło się z nawiązką. Kolejnym dobrze nam znanym zjawiskiem tego typu jest Krzysztof Buczkowski. Ten sympatyczny żużlowiec z Grudziądza po przyjściu do Polonii szybko stał się jednym z ulubieńców trybun. Sam mając okazję obserwować kiedyś jego zimowe przygotowania mogę śmiało określić go mianem tytana pracy. Wielu kibiców uważa go niemalże za miejscowego chłopaka. Wejście Krzysztofa do zespołu było rewelacyjne. Już jako junior pokazywał, że nie ma dla niego na torze sytuacji przegranych. Po jakimś czasie widać było, że przejście do pozycji seniora było dla niego trudne. Wyniki były chwilami na niezłym poziomie, bardziej martwił brak systematycznego rozwoju, który mogliśmy obserwować wcześniej. Mimo to klub chciał go zatrzymać, sam Buczek zachował się jednak nadzwyczaj dojrzale i postanowił odejść do macierzystego Grudziądza, by tam spokojnie odzyskać zagubioną formę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, GTŻ wiele zyskał na kontraktowaniu swojego wychowanka. Wrócił on do pokaźnych zdobyczy punktowych, stając się łakomym kąskiem dla wielu klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. W czasie opuszczania Sportowej zaznaczył, że chciałby jeszcze tu wrócić. Nie jest tajemnicą, że to właśnie Krzysztof ma dużą szansę być jednym ze wzmocnień naszego klubu. Miejmy nadzieję, że udowodni ostatnim niedowiarkom, iż kryzys już dawno za nim.
Innym gorącym nazwiskiem wymienianym w kontekście transferu do grodu nad Brdą jest Artiom Łaguta. Jeszcze rok temu uznawano go za jednego ze zdolniejszych żużlowców młodego pokolenia, świeżo upieczonego zawodnika Grand Prix. Tak duży przeskok okazał się zabójczy dla Rosjanina. W elitarnym cyklu wyraźnie odstawał od reszty stawki, jego forma w częstochowskim Włókniarzu była bardzo nierówna. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że miejscem, w którym otrzyma kolejną szansę będzie nasze miasto. Może być to pewien rodzaj ryzyka, należy jednak pamiętać, że opinie o talencie Łaguty nie były przesadzone. Czy będzie to kolejne, po Tomaszu Gapińskim odrodzenie na stadionie przy ulicy Sportowej? Zapewne nie mielibyśmy nic przeciwko, aby sytuacja się powtórzyła. Popularny Gapa przychodził do klubu po ciężkiej kontuzji i nieudanym sezonie w Gorzowie. Jego wkład w nasz powrót na żużlowe salony był nie do przecenienia. Dzięki temu będzie miał okazję ponownie ugruntować swoją pozycję w Ekstralidze.
Na poparcie początkowej tezy należy stwierdzić, że nie tylko Bydgoszcz jest miejscem, w którym wiąże się nadzieje z tego typu zawodnikami. Wystarczy spojrzeć chociażby na ekipy z Tarnowa czy Torunia. Unia w tym oknie transferowym świętuje powrót do klubu swojego idola, Janusza Kołodzieja. Wielkie nadzieje w Grand Prix, słowa o medalu nie sprawdziły się w rzeczywistości. Kontuzje i postawa w lidze także nie były tym, czego oczekiwano. Powrót w rodzinne strony ma Januszowi umożliwić ustabilizowanie formy. W grodzie Kopernika z kolei wiele mówi się, że jednym z ogniw zespołu ma być Karol Ząbik. Jeszcze kilka lat temu wielki talent, ostatnie dwa sezony spędził raczej w gabinetach lekarskich niż na torze. Teraz zostanie rzucony od razu na głęboką wodę. Jeżeli eksperyment się sprawdzi, działacze mogą zostać obwołani cudotwórcami.
My na cud liczyć nie musimy, wystarczy mieć nadzieję, że tendencja do tworzenia w Bydgoszczy środowiska sprzyjającego pozytywnym powrotom utrzyma się. Wówczas jest spora szansa, że przy spełnieniu się prognoz co do składu, w przyszłym roku będziemy mogli kibicować drużynie nie tylko utalentowanej, ale przede wszystkim głodnej zwycięstw i chcącej udowodnić, że przedwczesne skreślanie kogokolwiek jest zbyt pochopne.
Autor: Filip Jurkiewicz













































































