2011-11-02 08:46:00
W bardzo spokojnym okresie posezonowym głównym tematem dyskusji stają się przede wszystkim transfery. Fanów Polonii w ostatnim czasie elektryzują głównie doniesienia w związku z przedłużeniem kontraktów przez Emila Sajfutdinowa i Tomasza Gapińskiego, czy też aktualności związane z negocjacjami z Grzegorzem Walaskiem. Tymczasem gdzieś na uboczu, nieco w cieniu nową umowę podpisał inny zawodnik bydgoskiego teamu, Szymon Woźniak. Przy okazji nasuwa się pytanie, czy nie jest to informacja niemal równie ważna, jak te dotyczące liderów naszej drużyny.
Przy okazji podpisywania aż czteroletniej umowy z młodym żużlowcem, prezes Marian Dering zaznaczył, że postawa Szymona potwierdza tezę, która zakłada ukierunkowanie rozwoju klubu na jak największą liczbę wychowanków w składzie. Sama długość kontraktu, nie zważając nawet na możliwość wcześniejszego jego rozwiązania, zakłada zatem, że Woźniaka będzie obowiązywała także w pierwszym roku w gronie seniorów. Jest to jasny przekaz, że klub planuje nawiązać chociażby do początku tego wieku (nie wspominając o wcześniejszych latach), kiedy w plastronie z Gryfem mogliśmy zobaczyć większą liczbę zawodników z naszego miasta. Wystarczy wymienić braci Gollobów czy Michała Robackiego, który przedwcześnie postanowił zakończyć sportową karierę.
Istnieje spora liczba kibiców, która nie zwraca uwagi na to, czy zawodnik pochodzi z ich miasta bądź został sprowadzony do klubu już w trakcie kariery. Liczy się aktualny wynik i suche punkty na torze. Nie jest to jednak grupa, o której można powiedzieć, że stanowi większość. Jeźdźcy, którzy dorastali w okolicach zawsze przyciągali na trybuny więcej fanów. Czasem, gdy zawodnik przybywał do klubu we wczesnym wieku, okazywał przywiązanie do drużyny był traktowany jak „swój”. Świetnym przykładem może być tutaj osoba Krzysztofa Buczkowskiego, który przychodząc do Polonii jako junior szybko zaskarbił sobie serca miejscowych fanów. Są to jednak przypadki marginalne, odosobnione. Tendencja do występów w jednym klubie przez całą, bądź większość kariery stopniowo zaczęła zanikać. Stąd determinacja, by zachować choćby namiastkę tego stanu i klimatu z dawnych lat. Widać ją w działaniach większości polskich klubów. Pamiętamy przecież determinację włodarzy Falubazu Zielona Góra przy sprowadzaniu Piotra Protasiewicza, czy ich obecną walkę z przepisem dotyczącym limitu zawodników z Grand Prix, który mógł wymusić na nich transfer popularnego Pepe. To także w tym klubie starano się postawić na Grzegorza Zengotę, długo także nie potrafiono pogodzić się z odejściem Grzegorza Walaska. Ilość wychowanków w składzie, tę specyficzną atmosferę przedstawiano jako jeden z filarów ostatnich sukcesów tej drużyny. Innym przykładem może być chociażby sytuacja w Unii Tarnów, gdzie rozpacz po odejściu Janusza Kołodzieja do Leszna była ogromna. Stąd też, z tego co obecnie donoszą media, wynika olbrzymia zawziętość w pracy nad powrotem Koldiego do macierzystego klubu.
Jak obecnie przedstawia się sytuacja w Polonii? Aktualne działania włodarzy mogą napawać nas sporym optymizmem. Praca z miejscową młodzieżą przynosi wymierne efekty. Począwszy od otwarcia minitoru aż po złoty medal naszych juniorów w swojej grupie wiekowej, pokazują długofalową wizję klubu. Mając w składzie Mikołaja Curyło, Damiana Adamczaka czy Szymona Woźniaka możemy czuć się bezpieczni w kwestii obsady pozycji juniorskich. Należy pamiętać, że w kolejce już czekają kolejni wychowankowie szkółki. Dla tych młodych zawodników najważniejsza jest teraz ilość startów, która przełoży się na niezbędne doświadczenie. Przed trójką naszych podstawowych juniorów najbliższe starty w Ekstralidze to prawdziwy egzamin dojrzałości. W obecnej sytuacji i przy aktualnym regulaminie, postawa krajowych żużlowców, w tym także tych najmłodszych może być prawdziwym języczkiem uwagi w wielu spotkaniach. Pozytywnie powinna na nich wpłynąć także wewnętrzna rywalizacja. Cały czas czują, że nikt nie da im miejsca w składzie jedynie w zamian za młody wiek i status wychowanka.
Także inne ruchy w zespole, nie tylko dotyczące najmłodszych zawodników, wskazują na chęć zbudowania więzi pomiędzy klubem a jego pracownikami i kibicami. Absolutnym liderem bydgoskiej Polonii jest przecież Emil Sajfutdinow. To od niego zaczyna się ustalanie wyjściowego zestawienia, to jego groźna kontuzja miała tak ogromny wpływ na nieszczęśliwy dla nas sezon 2010. Emil nie jest typowym stranieri, jakich znajdziemy w większości polskich klubów. Jest w naszej drużynie już wiele lat, nie opuścił jej mimo dwukrotnego spadku do niższej klasy rozgrywkowej. Wielokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do miasta. Jako że przybył do Polonii w roli wielkiego, aczkolwiek nieoszlifowanego talentu w bardzo młodym wieku, większość kibiców również jego traktuje właściwie jak wychowanka. Spory aplauz wzbudzają także u bydgoskich fanów doniesienia o rzekomych negocjacjach z Krzysztofem Buczkowskim w sprawie jego powrotu. Gdyby stało się to faktem, byłby to kolejny krok do budowy jeszcze mocniejszych więzi na linii klub-kibice.
Jak w każdej dziedzinie życia, także w tym wypadku należy pamiętać o zachowaniu umiaru. Praktyka pokazuje, że umiejętne zbilansowanie składu, łączenie żużlowców bardzo zintegrowanych z miastem z wysokiej klasy wychowankami innych drużyn, daje pozytywne efekty. Zawodnik z zewnątrz wchodząc do zespołu ma wówczas poczucie przynależności do wspólnoty, czyli jednej z wartości, na której opiera się przecież sport żużlowy. W świetle tych faktów, powinniśmy mieć zatem nadzieję, że ta tendencja zostanie w naszym klubie podtrzymana i doprowadzi nas do wyników, o których wszyscy marzymy.
Autor: Filip Jurkiewicz
Przy okazji podpisywania aż czteroletniej umowy z młodym żużlowcem, prezes Marian Dering zaznaczył, że postawa Szymona potwierdza tezę, która zakłada ukierunkowanie rozwoju klubu na jak największą liczbę wychowanków w składzie. Sama długość kontraktu, nie zważając nawet na możliwość wcześniejszego jego rozwiązania, zakłada zatem, że Woźniaka będzie obowiązywała także w pierwszym roku w gronie seniorów. Jest to jasny przekaz, że klub planuje nawiązać chociażby do początku tego wieku (nie wspominając o wcześniejszych latach), kiedy w plastronie z Gryfem mogliśmy zobaczyć większą liczbę zawodników z naszego miasta. Wystarczy wymienić braci Gollobów czy Michała Robackiego, który przedwcześnie postanowił zakończyć sportową karierę.
Istnieje spora liczba kibiców, która nie zwraca uwagi na to, czy zawodnik pochodzi z ich miasta bądź został sprowadzony do klubu już w trakcie kariery. Liczy się aktualny wynik i suche punkty na torze. Nie jest to jednak grupa, o której można powiedzieć, że stanowi większość. Jeźdźcy, którzy dorastali w okolicach zawsze przyciągali na trybuny więcej fanów. Czasem, gdy zawodnik przybywał do klubu we wczesnym wieku, okazywał przywiązanie do drużyny był traktowany jak „swój”. Świetnym przykładem może być tutaj osoba Krzysztofa Buczkowskiego, który przychodząc do Polonii jako junior szybko zaskarbił sobie serca miejscowych fanów. Są to jednak przypadki marginalne, odosobnione. Tendencja do występów w jednym klubie przez całą, bądź większość kariery stopniowo zaczęła zanikać. Stąd determinacja, by zachować choćby namiastkę tego stanu i klimatu z dawnych lat. Widać ją w działaniach większości polskich klubów. Pamiętamy przecież determinację włodarzy Falubazu Zielona Góra przy sprowadzaniu Piotra Protasiewicza, czy ich obecną walkę z przepisem dotyczącym limitu zawodników z Grand Prix, który mógł wymusić na nich transfer popularnego Pepe. To także w tym klubie starano się postawić na Grzegorza Zengotę, długo także nie potrafiono pogodzić się z odejściem Grzegorza Walaska. Ilość wychowanków w składzie, tę specyficzną atmosferę przedstawiano jako jeden z filarów ostatnich sukcesów tej drużyny. Innym przykładem może być chociażby sytuacja w Unii Tarnów, gdzie rozpacz po odejściu Janusza Kołodzieja do Leszna była ogromna. Stąd też, z tego co obecnie donoszą media, wynika olbrzymia zawziętość w pracy nad powrotem Koldiego do macierzystego klubu.
Jak obecnie przedstawia się sytuacja w Polonii? Aktualne działania włodarzy mogą napawać nas sporym optymizmem. Praca z miejscową młodzieżą przynosi wymierne efekty. Począwszy od otwarcia minitoru aż po złoty medal naszych juniorów w swojej grupie wiekowej, pokazują długofalową wizję klubu. Mając w składzie Mikołaja Curyło, Damiana Adamczaka czy Szymona Woźniaka możemy czuć się bezpieczni w kwestii obsady pozycji juniorskich. Należy pamiętać, że w kolejce już czekają kolejni wychowankowie szkółki. Dla tych młodych zawodników najważniejsza jest teraz ilość startów, która przełoży się na niezbędne doświadczenie. Przed trójką naszych podstawowych juniorów najbliższe starty w Ekstralidze to prawdziwy egzamin dojrzałości. W obecnej sytuacji i przy aktualnym regulaminie, postawa krajowych żużlowców, w tym także tych najmłodszych może być prawdziwym języczkiem uwagi w wielu spotkaniach. Pozytywnie powinna na nich wpłynąć także wewnętrzna rywalizacja. Cały czas czują, że nikt nie da im miejsca w składzie jedynie w zamian za młody wiek i status wychowanka.
Także inne ruchy w zespole, nie tylko dotyczące najmłodszych zawodników, wskazują na chęć zbudowania więzi pomiędzy klubem a jego pracownikami i kibicami. Absolutnym liderem bydgoskiej Polonii jest przecież Emil Sajfutdinow. To od niego zaczyna się ustalanie wyjściowego zestawienia, to jego groźna kontuzja miała tak ogromny wpływ na nieszczęśliwy dla nas sezon 2010. Emil nie jest typowym stranieri, jakich znajdziemy w większości polskich klubów. Jest w naszej drużynie już wiele lat, nie opuścił jej mimo dwukrotnego spadku do niższej klasy rozgrywkowej. Wielokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do miasta. Jako że przybył do Polonii w roli wielkiego, aczkolwiek nieoszlifowanego talentu w bardzo młodym wieku, większość kibiców również jego traktuje właściwie jak wychowanka. Spory aplauz wzbudzają także u bydgoskich fanów doniesienia o rzekomych negocjacjach z Krzysztofem Buczkowskim w sprawie jego powrotu. Gdyby stało się to faktem, byłby to kolejny krok do budowy jeszcze mocniejszych więzi na linii klub-kibice.
Jak w każdej dziedzinie życia, także w tym wypadku należy pamiętać o zachowaniu umiaru. Praktyka pokazuje, że umiejętne zbilansowanie składu, łączenie żużlowców bardzo zintegrowanych z miastem z wysokiej klasy wychowankami innych drużyn, daje pozytywne efekty. Zawodnik z zewnątrz wchodząc do zespołu ma wówczas poczucie przynależności do wspólnoty, czyli jednej z wartości, na której opiera się przecież sport żużlowy. W świetle tych faktów, powinniśmy mieć zatem nadzieję, że ta tendencja zostanie w naszym klubie podtrzymana i doprowadzi nas do wyników, o których wszyscy marzymy.
Autor: Filip Jurkiewicz













































































